

Estadio Universitario, na którym swoje mecze rozgrywa Tigres, rości sobie prawa do miejsca narodzin stadionowej fali. Tej samej, którą u nas nazywa się meksykańską, a w Meksyku po prostu „La Ola”.
Według miejscowej wersji, fala po raz pierwszy miała pojawić się tutaj 18 września 1984 roku podczas meczu Meksyku z Argentyną. Problem w tym, że Amerykanie robili coś bardzo podobnego na swoich stadionach już kilka lat wcześniej. Kto więc naprawdę wymyślił falę, nie jest takie oczywiste. Za to nie ma większych wątpliwości, że to Meksyk ją rozsławił podczas mundialu w 1986 roku. I tak reszta świata została z „Mexican wave”.
Sam stadion Tigres nosi przydomek El Volcán, czyli Wulkan. Tego wieczoru specjalnie jednak nie wybuchł. Gospodarze byli aktualnymi mistrzami Meksyku, a przyjezdna Puebla przed tym spotkaniem wygrała w lidze tylko raz.
Mimo to prawie 39 tysięcy widzów zobaczyło porażkę Tigres 0:1. Jedyną bramkę zdobył w 83. minucie Lucas Cavallini, a po końcowym gwizdku miejscowi kibice pożegnali swoich mistrzów gwizdami.
Fali nie było, erupcji też nie. Była za to całkiem porządna niespodzianka.








