


Tigres FC to klub, który chyba bardziej niż z graniem w piłkę kojarzyć się powinien z przeprowadzkami. Zanim trafił do Bogoty i przyjął obecną nazwę, jako Expreso Rojo zdążył być gospodarzem między innymi w Cartagenie, Sincelejo, Fusagasugá, Zipaquirá, Soacha, Facatativá i Girardot. Jak na jeden klub, całkiem pokaźna kolekcja adresów.
Ostatecznie wylądował na Estadio Metropolitano de Techo w Bogocie. Własnego stadionu oczywiście nie ma, więc można powiedzieć, że po latach tułaczki znalazł przynajmniej miejsce, gdzie może regularnie rozkładać swoje zabawki.
Mecz z Boyacá Chicó zakończył się 1:1. Goście objęli prowadzenie po golu Edinsona Palomino, ale sześć minut później wyrównał Carlos Castillo. I tak oto wędrowny Tigres zdobył punkt, tym razem bez konieczności zmiany miasta.




