

Historia Paris FC jest trochę jak opowieść o człowieku, który przy rozwodzie dostał mieszkanie, samochód i oszczędności, a po kilku latach odkrył, że była druga połowa właśnie została milionerem.
Pod koniec lat 60. Paryż nie miał żadnego klubu w najwyższej klasie rozgrywkowej, co jak na stolicę Francji wyglądało dość słabo. Federacja postanowiła więc stworzyć nowy, duży klub. W 1969 roku powstał Paris Football Club. Problem polegał na tym, że poza nazwą i ambicjami nie miał właściwie niczego: ani zawodników, ani stadionu, ani nawet miejsca w lidze. Drobne niedogodności, jeśli chce się zostać piłkarską potęgą.
Rozwiązaniem okazało się połączenie ze Stade Saint-Germain. Tak w 1970 roku powstał Paris Saint-Germain.
Związek przetrwał dwa lata.
Władze Paryża były gotowe dalej finansować klub, ale pod warunkiem usunięcia z nazwy Saint-Germain i powrotu do Paris Football Club. Członkowie PSG mieli zdecydować w głosowaniu. Za przyjęciem warunków miasta zagłosowały 623 osoby, przeciw 316. Problem w tym, że do wymaganej większości dwóch trzecich zabrakło… trzech głosów. Trzech. Paris Saint-Germain zachował więc nazwę, ale stracił zawodową drużynę i miejsce w pierwszej lidze. Paris FC dostał profesjonalnych piłkarzy, Division 1 oraz Parc des Princes. PSG zostały barwy, około 500 zawodników amatorskich i perspektywa gry w trzeciej lidze.
Gdyby w 1972 roku ktoś zapytał, który z tych klubów ma przed sobą lepszą przyszłość, odpowiedź nie wymagałaby raczej długiego namysłu.
No i właśnie dlatego futbol jest fajny.
Dwa lata później Paris FC spadł z pierwszej ligi, a PSG do niej awansował. Parc des Princes zmienił lokatora i, delikatnie mówiąc, historia obu klubów zaczęła się rozjeżdżać. Paris FC wracał jeszcze do elity, spadał, odbudowywał się, a w latach 80. zaczynał ponownie nawet od czwartego poziomu. PSG w tym czasie wybrał nieco inną ścieżkę kariery.
2 kwietnia 2022 roku Paris FC przyjechał do Tuluzy jako wicelider Ligue 2. Gospodarze byli liderem, więc był to mecz dwóch głównych kandydatów do awansu. Na trybunach pojawiło się 28 032 widzów, najwięcej w całym ligowym sezonie Toulouse. Goście zaczęli bardzo dobrze i od 15. minuty prowadzili po golu Juliena Lopeza.
Potem jednak Toulouse przypomniało, dlaczego jest liderem. W 62. minucie wyrównał Diakité, a pięć minut przed końcem Healey zdobył bramkę na 2:1. Przewaga gospodarzy nad Paris FC wzrosła do co najmniej dziesięciu punktów i droga do Ligue 1 zrobiła się nagle bardzo szeroka.
Toulouse kilka tygodni później rzeczywiście awansowało. Paris FC musiał jeszcze poczekać.
W sumie nic nowego. Klub, który kiedyś dostał miejsce w pierwszej lidze i Parc des Princes, podczas gdy PSG wysłano do trzeciej ligi, od ponad pół wieku przekonuje się, że w futbolu dobry początek wcale nie oznacza dobrego zakończenia.
A wszystko przez trzy głosy.
Naprawdę trudno wymyślić lepszą reklamę chodzenia na zebrania.




