


Kiedy drużyna od czterech miesięcy nie potrafi wygrać meczu, atmosfera na stadionie raczej nie sprzyja beztroskiemu piknikowi. San Lorenzo miało za sobą piętnaście spotkań bez zwycięstwa, zajmowało ostatnie miejsce w lidze, a jego trener Jorge Almirón jeszcze ani razu nie zaznał smaku wygranej w nowym klubie.
Rywal z Kolumbii trochę gospodarzom pomógł. Już w 28. minucie Gabriel Fuentes dostał czerwoną kartkę i Junior przez większą część meczu grał w dziesiątkę. San Lorenzo jednak nadal nie potrafiło tego wykorzystać.
A potem zrobiło się jeszcze ciekawiej, bo na początku drugiej połowy na stadionie zgasło światło. Mecz przerwano na kilkanaście minut. Przy serii piętnastu spotkań bez zwycięstwa można było uznać, że to już nie pech, tylko jakieś solidne argentyńskie fatum.
Światło w końcu wróciło, a razem z nim, choć z pewnym opóźnieniem, pojawił się też gol. W 77. minucie Román Martínez trafił na 1:0 i San Lorenzo dowiozło wynik do końca.
Po czterech miesiącach bez zwycięstwa wystarczyło więc, żeby przeciwnik dostał czerwoną kartkę, stadion pogrążył się w ciemności, a ktoś wreszcie trafił do bramki. Najważniejsze, że zadziałało.








