Hopperado
  • Start
  • Kalendarium
  • Kluby
  • Stadiony
  • Rozgrywki
  • Najnowsze wpisy
  • Już widziałem
    • EUROPA
    • AZJA
    • AMERYKA
    • AFRYKA
  • Jeszcze zobaczę
  • Chronologicznie
  • Najnowsze wpisy
  • Kontakt
Hopperado
  • Start
  • Kalendarium
  • Kluby
  • Stadiony
  • Rozgrywki
  • Najnowsze wpisy
  • Polska

Legia Warszawa – Ruch Chorzów

  • 2 grudnia 2012

3 : 0

Bez dwóch zdań, Pepsico Arena robi wrażenie, klasa europejska. W tzw. strefie VIP-owskiej zadbano nawet o milusińskich, przeznaczając dla nich gustownie zaaranżowany mini plac zabaw dający rodzicom (głównie tatusiom, choć nie tylko) możliwość uniknięcia utyskiwań partnera bez szkody dla realizacji swoich kibicowskich pasji. Notabene, żeby dorosłym nie było smutno, na wszystkich piętrach porozstawiano całkiem liczne grono Świętych (?) Mikołajek uśmiechających się uroczo oraz niejednokrotnie wodzących na pokuszenie.

Na trybunach zasiadło około 12 tysięcy widzów – niewiele jak na liczbę mieszkańców stolicy, miejsce w tabeli i aspiracje drużyny gospodarzy oraz – było nie było – rangę przeciwnika. Argument o niesprzyjającej pogodzie (temperatura na niewielkim minusie) jakoś do mnie nie przemawia. Na tzw. Żylecie kibiców bez zbytniego wysiłku można było policzyć. Na hymn Legii wyznaczono utwór Czesława Niemena „Sen o mojej Warszawie”, który w wykonaniu publiczności trzymającej szaliki klubowe nad głowami brzmi nieco groteskowo. Przy okazji dopadła mnie refleksja, że analogicznym hymnem np. ŁKS-u mógłby być utwór Budki Suflera zaczynający się od słów „Znowu w życiu mi nie wyszło”.

Ruch przyjechał do stolicy grupą niezbyt liczną, ale całkiem hałaśliwą. Podczas drugiej połowy meczu kibice Niebieskich odpalili petardy mimo kulturalnych, acz stanowczych napomnień spikera zawodów. Inna sprawa, że musieli sobie jakoś umilić czas (do wspomnianej strefy VIP-owskiej dla dzieci pewnie nie mieli wejściówek), bo patrząc na grę swoich ulubieńców z pewnością śmiertelnie się nudzili. Nawet wywieszenie transparentu toruńskiej Elany nikogo na trybunach zbytnio nie poruszyło, co najwyżej lekko rozśmieszyło.

Na boisku Ruch praktycznie nie istniał, a Legii wystarczyło zagrać poprawnie, żeby spokojnie i bez zbędnego napinania się mecz wygrać. W kontekście futbolu zaprezentowanego przez gości, ich miejsce w tabeli jest jak najbardziej zasłużone. To brutalna, a jednocześnie zaskakująca konkluzja, bo składu personalnego (łącznie z trenerem) może pozazdrościć niejedna drużyna Ekstraklasy. Piech, Jankowski, Niedzielan – zawodnicy mający stanowić o sile ofensywy chorzowian – praktycznie przeszli obok gry. O obecności ostatniego z wymienionych na boisku dowiedziałem się, gdy był zmieniany – i pomyśleć, że za czasów groclińskich był postrachem krajowych boisk oraz mrocznym obiektem pożądania NEC Nijmegen, a później Wisły Kraków.

Na tle tak dysponowanego przeciwnika błyszczeć nietrudno, bramki były kwestią czasu. Młody Kosecki potwierdził swój duży potencjał, w środku pola dzielił i rządził Radović, a grający jak zwykle na pograniczu nonszalancji i ludycznej zabawy Ljuboja też zrobił swoje, ustalając wynik spotkania.

Stadion jest, sponsorzy są, drużyna w zasadzie też – do pełni szczęścia brakuje kibiców (chyba że zapełnione loże są celem samym w sobie, ale wątpię) oraz sukcesu. Tytuł Mistrza Polski znowu jest na wyciągnięcie ręki, ale pomni niezbyt odległej przeszłości, zaczekajmy. A następnie szturmujmy Ligę Mistrzów – może w końcu się uda.

poprzedni wpis
  • Niemcy

Hamburger SV – FC Schalke 04

  • 27 listopada 2012
Zobacz
Następny wpis
  • Anglia

Bolton Wanderers FC – Birmingham City FC

  • 29 grudnia 2012
Zobacz
Może cię również zainteresować
Zobacz

WKS Śląsk Wrocław – Piast Gliwice

Zobacz

Miedź Legnica – GKS Katowice

Zobacz

WKS Śląsk Wrocław – Zagłębie Lubin

Hopperado
  • Już widziałem
  • Jeszcze zobaczę
  • Chronologicznie
  • Najnowsze wpisy
  • Kontakt
Flag Counter

Hopperado

Świat okiem kibica

Input your search keywords and press Enter.