

Na El Cilindro trafiłem akurat dwa dni po śmierci Juana José „Tito” Pizzutiego. Przed meczem na środku boiska pojawił się jego portret, była minuta ciszy, a potem cały stadion zaczął śpiewać „Es el Equipo de José”. Początkowo wiedziałem tylko tyle, że Racing żegna kogoś naprawdę ważnego.
I rzeczywiście. Pizzuti był najpierw piłkarzem Racingu, a później trenerem drużyny, która w 1967 roku wygrała Copa Libertadores i Puchar Interkontynentalny. Racing został wtedy pierwszym argentyńskim klubowym mistrzem świata, a tamten zespół do dziś funkcjonuje jako „Equipo de José”. Po ponad pięćdziesięciu latach stadion nadal znał tę piosenkę.
Sam mecz nie miał już takiego ciężaru gatunkowego. Racing objął prowadzenie po golu Mauricio Martíneza, Atlético Tucumán wyrównało po przerwie i skończyło się 1:1. Zdecydowanie więcej zapamiętałem z tego, co wydarzyło się przed pierwszym gwizdkiem.



